sobota, 31 października 2015

Samheim

Kraina nasza miejscem okazuje się być zupełnie magicznym. Już nie tylko odwiedzający ją goście spostrzegają to (o czym co bardziej szczerzy mówią na głos nazywając zjawisko dobrą energią, której źródeł starają się dociec), ale i przyroda w krainie daje temu stosowny wyraz.

W Samheim o poranku w krainie zakwitł kaktus bożonarodzeniowy, który Almie darowała Mamma Mia na święta ubiegłego roku. Oznajmił on koniec lata dwoma pięknymi kwiatami ...po jednym dla każdego z Vagabundów.



By uczcić koniec żniw Alma, Pepe i Mamma Mia udali się na słoneczny spacer, by w jego trakcie odwiedzić grób miłośnika ruchu i gór, imiennika Pepe - wujka Józka. Celem ułożenia kwiatów oraz zapalenia znicza na cmentarz oddelegowana została Mamma, Alma i Pepe hasali w tym czasie po idealnej łące. Oboje wyraźnie wyczuwali, że nie byli na niej sami. W dnia takie jak ten, wiele błąkających się dusz szuka towarzystwa.


Na wieczór zaplanowany został sabat. Dziwnym zbiegiem okoliczności tym razem czarodziej, wróżki, boginie, nimfy i dakinie nie zleciały na miotłach, by pląsać wspólnie z kapłanką na polanie, każda z nich bowiem czuła potrzebę pozostania we własnej ostoi. Energia ich jednak krążyła wyraźnie w kręgu i tak kolejno: moc miłości posłała Wróżka z odległej Magicznej Oazy, ciepłe pozdrowienia wysłała zapracowana dakini spod Kopalni Soli, wici rozpuściła Bogini Matka spod Wawelskiego Czakramu, Bogini Domowego Ogniska dokładając do swojego pieca planowała podróż z Szatanem Serduszko w ciepłe rewiry sląc uśmieszki, a i sama Królowa Nimf i Rusałek Wodnych odmówiła wieczornego obmycia kapłance pleców. Strażniczka Niepołomickiej Puszczy posłała nieco swego zachwytu nad światem i cenną wskazówkę do zbadania, a czarodziej Gandalf Łysy w pocie czoła pracował na swymi recepturami w kuchni pod Dębami. Tuż po godzinie szesnastej miasteczko spowiła romantyczna kipiel, zupełnie jakby wszystkie bóstwa i istoty ściągały do krainy tańczyć wokół kapłańskiej wanny. Za oknami na parę godzin zrobiło się zupełnie biało. Wszystko wskazywało więc na to, że mistrzem wieczornej ceremonii zostanę ja Wielka Czarna Bestyja , aż tu nagle nieoczekiwanie u wrót krainy stanął nie kto inny jak Siva we własnej osobie. Najdelikatniej jak potrafił obmył obraz na plecach kapłanki, uważnie nagrozowałem każdy jego ruch w łaźni. Następnie odtańczył swój taniec honorowy, w którym postanowiłem mu towarzyszyć, a rolę główną w tej ceremonii przyjęła Alma, a ja usadowiłem się wygodnie, by podziwiać ten performance.


...

Po zakończeniu ceremonii udaliśmy się na wieczorny spacer, by odkryć, że opadły wieczorne mgły w naszej okolicy. Zjedliśmy oboje pieczoną dynię i udaliśmy się na zasłużony spoczynek.

piątek, 30 października 2015

Fortuna

"Fortuna kołem się toczy. Pod kołem to pojąłem"
J.I. Sztaudynger

Nie wiele trzeba dodać, nic ująć. 

Dodam tylko, że talizman obfitości przygotowany ongiś przez bardzo zaprzyjaźnioną Rytualistkę, sprowadził na Almę mnóstwo bogactwa duchowego, obfitość cennych doświadczeń, a nim upadł piątkowego popołudnia dopomógł jej uczciwie zakończyć ciągnącą się czwarty miesiąc sprawę szkody na Almacoche.

Praca z talizmianami niewiątpliwie jest jednym z darów Almy. 

 


środa, 28 października 2015

Ceremonia marzeń

Życie jest nieustanną podróżą ... przez świat, pomiędzy ludzi, w głąb siebie. 
Niezależnie od tego w jakich okolicznościach i jakim sposobem się przemieszczamy, nasze ścieżki się przecinają ze ścieżkami innych istot, by coś przez nami odkryć, czegoś doświadczyć, czegoś nauczyć, coś stworzyć, itd.


Dzieje się tak na skutek naturalnego przepływu energii we Wszechświecie oraz odwiecznego Prawa Przyciągania.

Do pewnych spotkań potrzeba nam dojrzeć...czasem długo...czasem nawet 20 lat i żadne nasze działania czy chciejstwa nie są w stanie ich przyspieszyć. Gdy jesteśmy na nie gotowi i prowadzi nas serce cały Wszechświat oraz okoliczności przyrody za tym podążają.

...

Zmierzając na to spotkanie z Nieznajomym Alma czuła niesamowity wewnętrzny spokój. Coś wewnątrz dawało jej pewność, że może temu Człowiekowi absolutnie zaufać. Nie spodziewała się jednak zamykając za sobą drzwi Atelier Las, że zazna kontaktu z Prastarą Prawdą i Pięknem.

...

Wystarczyło zaledwie kilkanaście wymienionych zdań na temat idei ... a przede wszystkim informacji wymienionych na poziomie podświadomym, mnóstwo otwartości i pozytywnej energii ... 3 godziny relaksacji i medytacji ... by obdarzony niesamowitym talentem i intuicją Mistrz tej intymnej ceremonii wyciągnął spod skóry Almy jej życiową misję i prawdę. Siłę wewnętrzną w postaci energii skupionej w ciele człowieka, Świętej  Drogi, która należy przebyć by do tej pierwotnej mądrości dotrzeć.

...

Dziś Alma czuję się gotowa, by kontynuować podróż wgłąb siebie na zupełnie innym poziomie ... z "nową" jakością i by przygotować się do niesienia jej dalej  ... innym ludziom będącym w potrzebie. 

...

Wszechświatowi jest całą Duszą wdzięczna za przychylność w postaci pokierowania dróg dwóch podróżników w odpowiednią czasoprzestrzeń; Piotrowi Szotowi za to, że robi to co kocha i niesie przez świat mądrze Harmonię, Miłość i Światło; sobie za gotowość, otwartość, pokorę i kawał ciężkiej roboty w swojej osobistej życiowej podróży i konsekwencję w realizacji swoich prawdziwych marzeń.



poniedziałek, 26 października 2015

Troska o kwiaty

Sobotni dialog w krainie. Rozmówcy: Miś Niko i Alma.

Miś Niko: - Tia, a czy ten kwiat nie potrzebuje wody?
Alma:- Misiu ten, kwiat właśnie wypił całą wodę z dołu dziś na śniadanie.
M.N.:  - Aha.


M.N.- Tia, a ten kwiat chyba niedługo zakwitnie?
A: - Tak, Misiu, na to wygląda.
M.N.:- Tia, a jak się dba o kwiaty?
 (Miś Niko pyta przyglądając się kaktusikowi, którym został obdarowany przez Almę)
A: - Należy dawać im się napić i lubią, gdy się do nich mówi. Moje kwiaty lubią czytanie książek.


W te pędy Miś Niko ruszył do stołu przeczytać Almie i kwiatom na głos przepis na makaron z pieczoną dynią, którego zażyczył sobie na obiad. 

Pepe skorzystał na tym ... wcinając ćwiartkę pieczonej dyni z ogromnym smakiem na więcej ma się rozumieć.

 

czwartek, 22 października 2015

Koncepcja Body&Soul

Tej holistycznej idei oddajemy oboje z Almą serce ... kolejno jak w domino.

Najpierw Alma udaje się rozpieszczać do Studio Paula Body&Soul (http://www.studiopaula.pl/). Gdy zamykają się za nią drzwi studia, otwiera się zupełnie inny świat...intymnej troski o piękno i dobre samopoczucie. 

Czarodziejka Paula nalewa herbaty, w powietrzu unosi się oszałamiająca woń, Alma układa się wygodnie na łóżku...a Paula zaczyna uprawiać nad nią swoją białą magię.

Każda kobietą marzy czasem o tym, by ktoś zbudował dla niej świątynie i ustawił ją w jej centrum na piedestale. Nikt inny nie potrafi zrobić tego z taką energią, ciepłem, troską i smakiem jak Paulina. Nikt inny tak delikatnie i głęboko nie umie pieścić kobiecej duszy poprzez skórę.

Gdy Alma wraca do krainy przelewa na mnie swój błogi stan...masując olejem kokosowym moje paluszki. Jestem w niebie! Nikt tak jak Alma nie potrafi zadbać o moje samopoczucie, urodę i szczęście. 

Elegancja -Francja- i wersalski pies salonowy-Pepe

Stąpając bardziej świadomie





Rozpatrując kontinuum czasu w aspekcie Wieczności  ... ileż może być warta jedna godzina w dzisiejszych czasach???



Zależy od gotowości oraz uważności z jaką ją spędzamy.



1. Godzinna sesja muzykoterapii w wykonaniu Ray'a Charles'a zrelaksowała Pepe tak głęboko...że kompletnie zapomniał o tym, że kolację zjadł dziś wcześniej.



2. Godzina czekania w samochodzie, którą Nieprzebudzony Budda spędził pracując na telefonie w samochodzie zaparkowanym u wrót krainy zbliżyła go do odrobienia zaległości z pracy z całego tygodnia. Oddaliła jednak kolację, którą zamierzał Vagabundom przygotować. Nieprzebudzony to określenie pieszczotliwe, sam okrzyknął się Gamoniem, gdyż klucze do wrót krainy pozostawił w innej lektyce.




3. Co w tym czasie robiła Alma? Alma w tym czasie uważnie uczestniczyła w najpiękniejszej indywidualnej lekcji jogi, której udzielała jej Surowa Katka. Alma otwarła ciało i duszę ... i starała się chłonąc każde słowo i każdy gest niezwykłej nauczycielki. Budziła świadomość w ciele, które z duchowością szuka ponownego połączenia ... wędrowała od ciężaru i napięcia w kierunku równowagi, precyzji, subtelności ... i autentycznej przyjaźni...budowanej małymi krokami, a nie jak zawsze do tej pory wyczynami.






A jeśli andyjscy bogowie zdecydują, że szczytu nie zdobędę, bo załamie się pogoda??? Nie będę płakać, tylko delektować się ich bliskością.


A jeśli mój organizm powie dość??? Nie będę szlochać! Będę dumna, że tak blisko nieba zaszedł.


A jeśli Góra zechce mnie pokonać??? Nie będę łkać! Oddam jej szacunek należny i będę się cieszyć realizacją swojego marzenia.


Od dziś odmiennie ...przekładam smycz do lewej ręki, a każdy krok naprzód rozpoczynam od prawej stopy...krocząc własną ścieżką...ścieżką marzeń... znów czuję się z nimi skontaktowana.


Czuję się również wdzięczna, za  uwagę, otwartość i mądrość Tobie Wędrująca Katko. A Wszechświatowi za odpowiedni dla nas obu czas.

 
 

wtorek, 20 października 2015

Durga, Waruna i nieuczciwy Ubezpieczyciel

Sprawiedliwość jest przywilejem społecznym przysługującym wyłącznie obywatelom Utopii.
Kwestia postępowania ubezpieczyciela oraz oświadczeń złożonych przez Ubezpieczonego ws. szkody powstałej na Almacoche pewnej letniej, burzowej nocy przeszła granice cierpliwości Almy.
Brak wewnętrznej zgody na celowe wybiegi Ubezpieczyciela, by należnego odszkodowania Almie nie wypłacić wzbudził gniew tak potężny, że obudzona została do działania jej natura nieustraszonej i niezwyciężonego bogini Durgi.
Siva - Pan Stworzenia, Zniszczenia i Transformacji dodał jej swoich męskich atrybutów w postaci stanowczości, trzeźwej oceny sytuacji oraz największego drapieżnika z rodziny kotowatych, a Waruna - wprawiony strażnik dobrego prawa ubrał jej roszczenia w odpowiednie słowa,  oraz swym podpisem zarejestrowanym w palestrze wezwanie do zapłaty opatrzył.
Niemalże natychmiast Ubezpieczony zmienił swe niezgodne z prawdą oświadczenie, a Ubezpieczyciel przelał na rachunek Durgi świadczenie.
Na tym historia ta jednak nie kończy się, bo kwota świadczenia nie jest adekwatna do szkody, co dodatkowo Durgę rozwścieczyło. Zwłaszcza, że Likwidator z tupetem nie dopełnił podstawowej formalności- przedstawienia wyceny szkody do wglądu.
Waruna zarekomendował kolejne działania...Durga wyznaczyła terminy...jutro wyceną naprawy szkody, w piątek deadline dla Likwidatora. W przyszłym tygodniu ostateczne starcie z Tytanem.
Durga nie ustąpi z braku zgody na to, by jej kosztem wzbogacał się nieuczciwie Demon Chciwości.


poniedziałek, 19 października 2015

Tierrażutería



W niedzielne przedpołudnie w wysprzątanym salonie krainy, na obtańczonym ołtarzu, w rytmach etno kapłanka odprawiała swoją sezonową twórczą ceremonię. Ja jej zaczarowany Pies wspierałem ją drzemiąc na dywanie, od czasu do czasu sprawdzając co też przy tym odprawia.

Po tym jak odtańczyła, krótkie powitanie i rozgrzewkę wokół ołtarza i napaliła wonnym olejem w kominku w krainie, na ołtarzu rozłożyła jakieś niewielkie okazy kolorowych kamyczków szlachty godne i jęła je czyścić przedziwnymi metodami.

Później z jej pudełka na ołtarz wypadł grafitowy motyl ... dosłownie wypadł z opakowania, w którym był schowany a przez myśl kapłanki przebiegła malutka dziewczynka, która miała dziś się ze mną zapoznać, ale złapała swój pierwszy katar w życiu. Trochę byłam zawiedziony, ale przynajmniej skorzystałem na tym wydłużoną wizytą wczoraj w spa w holu (czesanie, szczotkowanie kłów olejem kokosowym, czyszczenie uszu, masaż paluszków smarowidłem) mmmm Lubię to ! ;)

Później na ołtarz wniosła jakieś druciki, szczypczyki, nożyce i tym podobne i zaczęła tymi kamyczkami, drucikami, szczypczykami pomiędzy swoimi paluszkami przekładać pod nosem podśpiewując.

Co kilkanaście minut nad ołtarzem pojawiał się dym ... a w krainie unosił się za każdym razem inny przyjemny zapach.

Nim odparowała woda z olejem w kominku ustawionym na ołtarzu ...na stole leżały gotowe nausznice dla czterech pięknych kobiet ... i Paź Królowej  - Strażnik Kołyski.

Następnie Alma wezwała swojego posłańca ... a ja dałem znak, że czas naładować akumulatory w słońcu na świeżym powietrzu. Zanim wyszliśmy krzątając się, wijąc i podskakując wokół ołtarza usprzątnęłą swoją pracownię.

Ps. Alma przygotujesz kiedyś dla mnie taki ładny kamyk?









 

Pacuńa non ole!

W dzisiejszych czasach często tracimy dystans do tego co w życiu ważne i zaczynamy na ślepo pędzić przed siebie. Rzucamy się w pogoń za władzą, pozycją społeczną i pieniądzem.
Dla nas najważniejsze jest aktualnie władza nad własnymi emocjami i sprawami. Wygodna pozycja ciała i kroczenie ścieżką marzeń...i do tego właśnie Almie służą pieniądze.
Nie gromadzi ich i nie pożąda nadmiaru. Pracuje na nie uczciwie, czasem ciężko, nie zaprzedaje jednak swej Duszy za dodatkowe dukaty czy uznanie. Realizacja jej aktualnego marzenia wymaga jednak zgromadzenia sporego nakładu finansowego w krótkim czasie. Wie, że zdoła przyciągnąć do siebie odpowiedni kapitał, by zrealizować oba marzenia. Oba bo jak życie pokazuje marzenia chodzą parami (a nieszczęścia trójkami).
Na dobry omen wyciągnęła z torebki bardzo osobisty prezent urodzinowy od Wesołego Szamana - przyjaciela Władcy Wilków. Ma jej zapewnić moc materializowania swoich prawdziwych marzeń.
To zainspirowało Almę do przygotowania cyklu ceremonii przyciągania Mamony.  Do dzieła!


Życie wieczne

Dziś rano do Wieczności odszedł Sędziwy Mężczyzna z zaprzyjaźnionej Wagabundom rodziny.

Przeżył szczęśliwie 90 lat, po blisko dwóch tygodniach zmagania się sparaliżowanego za sprawą wylewu, Dusza wygrała walkę z rozrusznikiem serca, który to kiedyś przedłużył ciału życie tu za Ziemi z ukochaną Kobietą i rodziną.

Podążaj szczęśliwie, by połączyć się z Duszą swej Ukochanej w Raju, w który oboje wierzyliście. Pięknego powitania!

niedziela, 18 października 2015

Nie mierz innych własną miarą


Ojciec Wszechświat i Matka Natura wszystko doskonale sobie przemyśleli i cześć i chwała Im za to. 

Świat usiali milionami niespotykanych zakątków, zasiedlili go biliardami różnorodnych istot i bytów w tym także ludzi. Ten ostatni gatunek choć mówią, że najbardziej rozumny ze wszystkich na całe szczęście jest także wielokolorowy, różnotemperamentny i na różnym etapie poziomu rozwoju świadomości.


Niektórzy jego przedstawiciele tegoż gatunku wszystkich dwunożnych człekokształtnych jedną (swą) miarą mierzą wyłącznie. Przykład kalibru zupełnie pierdołowatego z dzisiejszego poranka:

Niedzielny poranek...tuż po świcie ... osiedlowym chodnikiem idzie wysoki i szczupły przedstawiciel gatunku płci męskiej. Kilka metrów za nim spaceruje mizerny okaz płci żeńskiej tegoż samego gatunku, nieco zaspany, lecz głęboko wdychający świeże powietrze i luźno trzymający w ręku smycz, na której drugim końcu podąża czarny, przyjaźniej póki co nastawiony pies rady labrador (w kagańcu).

Panu Granatowemu nagle z kieszeni wypadają kluczyki od samochodu, schyla się, trzaskają mu przy tym kości, aż uszy bolą, podnosi je, po czym odwraca się na pięcie i idzie w kierunku zupełnie przeciwnym niż do tej pory, by za kilka metrów skręcić na parking.

Po kilku minutach i metrach pies zaczyna szukać sobie miejsca, w którym mógłby wydalić w spokoju zbędne mu już produkty przemiany materii. W chwili, gdy pies w pełnej koncentracji przybiera  pozycję znaną jako Uttanasana, z oddali Pan Granat z sarkazmem w kierunku trzymającej dłoń w kieszeni kurtki Almy wypowiada następujące słowa:
"A my potem po tym chodzimy, prawda?"

Stoickim tonem zadano pytanie, grzeczność i ogłada towarzyska nakazują Almie udzielić rozmówcy odpowiedzi. Wyciąga więc powolnym ruchem z kieszeni dłoń, w której trzyma ... rolkę worków na psie ochody, w geście pokoju macha nimi do Pana, otwiera usta i z równie stoickim spokojem zadaj pytanie:

"Sprzątam, więc o co tak dokładnie Panu chodzi?"

Pytanie to, jak się domyślała zadając je, pozostało bez odpowiedzi, gdyż Pan jej nie znał. Skąd mógł ją znać człowiek, który tym skrawkiem trawnika prawdopodobnie nie przeszedł ani razu w życiu. Przeto musiałby być właścicielem psa, wtedy jednak nie zwróciłby na psa i Almę w ogóle uwagi. W najlepszym wypadku mógł być właścicielem kota, po jego kocich ruchach i majestatycznym tonie głosu sądząc. W najgorszym przypadku, był on właścicielem swoich życiowych frustracji, które na Almie i psie próbował nieco rozładować.

Pokora nakazuje nam traktować ludzi oraz bagaż ich życiowych doświadczeń z szacunkiem i pozwalać podążać im dalej w spokoju wybraną przez nich ścieżką. 

Tu poranne rytualne ścieżki Almy, Pepe i Pana Granata rozeszły się podobnie jak codzień rozchodzą się życiowe ścieżki Almy z ścieżkami niektórych Wędrowców, po to, by ze ścieżkami innych Włóczykijów się zbiegać, splatać i wspólnie nimi maszerować, biegać, pląsać, podskakiwać.


 

piątek, 16 października 2015

List do Złości

Cześć,

to Ja. Piszę, bo czuję jak zaczynasz się we mnie budzić.

Jestem na Ciebie Zła. Jestem bardzo zła, o to, że poświęcasz tak wiele czasu i energii innym ludziom, i zapominasz o sobie samej. Jestem na Ciebie okropnie zła, bo fałszujesz, z  całych sił starając się wierzyć w dobro drzemiące w innych ludziach, a nie dowierzasz w to, że jest ono w Tobie samej. Jestem na Ciebie potwornie zła, za to, że pielęgnujesz w sobie to co przez lata wmawiali Ci ludzie chcący mieć nad Tobą władzę, móc Cię kontrolować. Jestem na Ciebie piekielnie zła, o to, że boisz się ruszyć samotnie by rozpoznać siebie samą. Jestem na Ciebie szalenie zła, o to, że polegasz na opiniach zgromadzonych wokół Ciebie kobiet i angażujesz się w rozwiązywanie ich problemów uciekając od swoich. Wreszcie jestem na Ciebie totalnie zła, o to, że szukasz sobie coraz to nowszych forteli, by w znanej Ci dobrze rzeczywistości pozostać, malować co dzień nieprawdziwy obraz na swej twarzy, zakładać kolorowe sukienki i szpilki, przyklejać wymuszony uśmiech na twarz i ruszasz kręcić się w kółko wokół komina, próbując zmieniać losy ludzi, którzy na to nie zasługują, przekonana o świętej racji swojej misji. 

Wreszcie jestem na Ciebie zła o to, że wracając do domu po pracy ciągnąc za sobą ścierwo gromadzisz także coraz to nowe fatałaszki, by zakrywać swoje głębokie rany i kamuflować je przez Twoim Gandalfem.

Jestem na Ciebie wkurwiona, o to, że lękasz się własnej brzydoty i porównujesz się do chorej i nieszczęśliwej kobiety. A także o to, że pielęgnujesz to w sobie i zapominasz o wszystkim czego nauczyłaś się w szkołach, akademiach, na uniwersytetach. Negujesz cały swój warsztat i bagaż doświadczeń i wmawiasz sobie, że zakładanie kolejnych masek, wynajdowanie kolejnych szczytnych celów Ci służy. 

Jestem na Ciebie wkurwiona absolutnie, o to, że nie chcesz rzucić wszystkiego, wyłączyć domowej filmoteki, w której szukać kolejnych do analogii do swojego życia i sytuacji, w których uczestniczysz, odsunąć na jakiś czas wszystkich bliskich i daleki potrzebujących Cię ludzi, których lubisz, zamknąć się w sobie i  zajrzeć w głąb siebie...


A Ty? Na kogo i o co jesteś zła?

Czekająca, by ujrzeć Twoje Prawdziwe Oblicze Alma

FAQ

Najczęściej zadawane pytania ...nam mieszkańcom krainy brzmi następująco:

- "Jak się wabi?"
- "Można go pogłaskać?"
- "Dlaczego on nosi kaganiec?"

- " Jak się masz Pepuś?"

- "Czy są jakieś postępy?"

- " Czy już się jakoś z innymi psami poukładał"

- "Skąd Ty bierzesz tyle tej energii?"
- " Podzielisz się nią?"

Najczęściej udzielane przez Almę odpowiedzi na powyższe pytania ... poza tymi oczywistymi:

 Postępy zaiste są, nie są spektakularne. Nie oczekujemy spektakularnych postępów. Wiemy, że kupa mozolnej pracy przez nami ... wspólnej nad przepracowaniem traumy Pepe. Wiemy, że wcale nie musi psów pokochać. Jestem świadoma, że problem Pepe jest znacznie cięższy niż 32 kg.
W chwili obecnej zdarza mu się nie reagować na psy lub reagować na nie z pewną ciekawością. Gdy jednak pobratymiec sam zaczepia, trudno wymagać od Pepe stoickiego spokoju. Reaguje jednak wtedy bardziej niż wcześniej na obecność i zachowanie Almy. A ta w tych sytuacjach czuje się znacznie bardziej komfortowo i dzieli się tym poczuciem z psem. W zanadrzu ma też zawsze dla niego jakiś trick i nagrodę.

Czasami tylko okazuje się, że na siłę ludzie chcą go z psami zbliżać ... i sami przy tym najczęściej szczerzą do niego zęby lub ich braki. W tych chwilach, gdy mały piesek naprzeciwko ujada przerażony i szarpany bardziej naprzód niż odciągany przez swojego Pana, a Pepe zaczyna tracić nerwy i się nakręcać ... myśl Almy tnie powietrze niczym brzytwa ... język jednak Alma powstrzymuje ... wiedząc, że właściciel na końcu drugiej smyczy nie zrozumie, tego co ma ochotę powiedzieć.

Niemniej jednak i z zachowania Pepe i z tej odrobiny pokory, której się nauczyła jest zadowolona.

Energię czerpię z drobnych radości, z piękna otaczającego mnie świata, z kontaktu z naturą. Funkcjonuję trochę na zasadzie dynama...im więcej obserwuję, tym więcej widzę pozytywów, im bardziej jestem wdzięczna, tym bardziej jestem szczęśliwa, im więcej daję, tym więcej dostaję. Im mocniej kocham, tym bardziej czuję się kochana. Im więcej wolności daję, tym bliżej jestem. Im więcej marzę, tym więcej moich marzeń się spełnia.

Dziś to prawo manifestuje się zupełnie zaskakująco... Dowodzi, że Alma aktualnie jest ze swoją misją połączona. Gdy podążam ścieżką mojej osobistej prawdy, Wszechświat sprzyja, a ciało, serce i umysł nadążają... a na drodze spotykam Ludzi z podobnym poziomem energii, którzy czymś od siebie chcą się ze mną podzielić.

Dziękuję Wszechświecie, Dziękuję Wam Dobrzy Ludzie.

Dyscyplina

Po tym jak z nienacka Alma zdyspcyplinowała Szefa (o co tydzień wsześniej sam prosił), pod wieczór przyszła kolej na samodyscyplinę.
I choć bardzo chciałem jej w tym towarzyszyć, kazała mi odbyć wieczorne rytuały z Mamma Mia, sama zaś wyruszyła odkrywać nowe miejsce i pod okiem Surowej Katki docierać ponownie do tych mięśni, których od zgoła 2 lat używała zaledwie razy kilka.
Wraz z nią w drogę po nowe doświadczenie w dziedzinie jogi wyruszyła Kumari.
W lustrze Alma ujrzała nader wyraźnie największą zmorę swej drobnej fizjonomii, która przez czas gdy Alma zaniechała intensywnej pracy ze swym ciałem na rzecz pracy wewnątrz w psychoteriapii, zaczęła żyć własnym życiem.
Już podczas praktyki zaczęła odczuwać przyjemność, gdy jej świadomość podążając za głosem Katki docierała do poszczególnych obszarów w ciele. Po zajęciach stala już zupełnie inaczej. Poczuła się znów bardziej komfortowo we własnym ciele i bezpieczniej.
Katka wlała nie tylko w ciało Almy, lecz w jej Duszę nadzieję, na to że zdąży do drogi pod górę ciało swoje rozbudzić holistycznie. "Ciało pamięta"
Szukać więc będzie Alma na nowo osobistej przestrzeni i geometrii własnego układu ruchowego stopniowo - zgodnie z lekcjami Katki.

Ps. Alma, a poszukamy razem czegoś na mój przetrącony w nieznanych Ci okolicznościach ogon?

czwartek, 15 października 2015

Zarządzanie energią

Specjalistka ds. Niemożliwych lub Beznadziejnych Alma wylądowała dziś na prezentacji narzędzia służącego do zarządzania procesami oraz przepływem pracy.

Poza uważnym śledzeniem zalet i funkcjonalności prezentowanego narzędzia systemowego zalecanego dla przedsiębiorstwa zarządzanego przez jej Chlebodawców oraz pułk ich Oficerów w głowie Almy przebiegała dogłębna analiza potencjału niezbędnego jej do zrealizowania swojego marzenia. 

W projektowanym przez nią skrzętnie procesie zarządzania własną energią przesuwały się priorytety, a nowe pomysły na oszczędności oraz pozyskiwanie dodatkowych środków finansowych na podróż strzelały niczym błyskawicę podczas burzy mózgu.

W weekend powstanie całościowa mapa dla tego marzenia.

Nie przypadkiem na tę prezentację trafiła w dniu Nauczyciela. Po to, by siedząc teraz po drugiej stronie lustra niż 10 lat temu mogła docenić rozwój kompetencji. Czuje się wdzięczna swoim dotychczasowym nauczycielom (przedszkolnym, szkolnym, itd.) za pokazanie jej narzędzi coachingowych....i liczne praktyki z Green Coachem w ramach Akademii Jogi i Coachingu.

Chciałaby, by Wielka Mistrzyni niektórych współpracowników w korporacji nauczyła zarządzać odpowiednio energią i czasem...a zwłaszcza aktywnie słuchać podczas spotkań...trwałyby one zdecydowanie krócej. A także, by pomogła im znaleźć przekonanie wewnętrzne, że cały potencjał do realizacji stawianych im celów sami w sobie noszą.

środa, 14 października 2015

Drogą do marzeń

Drogą do realizacji swojego kolejnego marzenia podąża znów kapłanka naszej krainy. 
Spełniać je będzie wraz z Ganfalfem Łysym, z którym planowali to zrobić wspólnie z dawna, Wielkim Srebrzystym Alpinistą oraz swoją Partnerka z drugiego końca liny.
Atak szczytowy na Kamiennego Strażnika zaplanowany na drugą połowę stycznia 2016 Alma postanowiła wesprzeć słuchając głosu serca.
Nie bez znaczenia w tym przypadku pozostaje potęga wizualizacji...na wrotach krainy....choć głos serca zawył znacznie głośniej z zupełnie innego zakątka świata.
Jak doskonale wiecie serce z rozumem w kluczowych kwestiach dość rzadko chadza za rękę...tak więc decyzję tę podjęła zupełnie do tego nie przygotowana pod kątem organizacyjnym.
Jednak otaczający ją życzliwi ludzie wsparli swą pozytywną energią jej plan:
- Papa o obiecał dobrze zająć się wtedy Pepe i nie zmienić go w tym czasie w tucznika
-Dyrekcja w korpo i Pan Prezes Wszechwiedzący przystali na odpowiednią liczbę dni urlopu początkiem roku
-współpracownicy najbliżsi zdeklarowali, że ogarną jej obowiązki wtedy
- Naczelny Inspektor Bezpieczeństwa zaczął się martwić i natychmiast odsił na ścianę jej dziedzictwo- czekany Papy Sherpy starsze niźli Alma (by ich przypadkiem nie zabrała na tę wysokość)
- Kumari wykrzyknęła w trosce "Ciebie pojebało do reszty" i postanowiła o formę fizyczną tej nędznej kreatury zadbać. Przyrzekła towarzyszyć Almie w części treningów...w wybieganiu pod okoliczne pagórki, jodze...a ponieważ plan mistrzyni Akademii Jogi i Coachingu zakłada wytrenowanie Almy na miarę kondycji godnej Rocky'ego Balboa, Kumari nie zamierza odpuszczać nawet w deszczu i wietrze...i urabia kapłankę do CrosFit. Wizja, którą maluje Almy wyobraźnia napawa ją samą przerażeniem -  Rocky bez jaj w wymiarze 152 cm wzrostu.
- Pepe nie odpuści jej ani jednego długiego dog trekkingu w żadnych warunkach atmosferycznych. W ten sposób zahartuje ten póki co filigranowy organizmus.

Na start joga z Surowa Katka...jutro.


poniedziałek, 12 października 2015

Dostrajanie się

Dziś nad ranem zaskoczyła nas zupełnie znienacka...porostu nadeszła i już. Mowa o Pani Zimie. Spadł pierwszy śnieg.
W zasadzie można się było tego spodziewać.  Właściwie Wszechświat dawał nam znaki. Kilka dni temu podczas spaceru Pepe znalazł sobie pierwszy zwiastun zimy.
Taki o ... twarzowy, praktyczny...  gardło ogrzeje i uszy przed nachalnym wietrzyskiem zasłoni, a i nos awaryjnie można do komina wysmarować podczas dog trekkingu.
I nawet nie bardzo gryzie się z obroża i smyczą od Niufidog. Kolorystyka z zbliżona, folkowa konwencja utrzymana, tylko wzornictwo z goła północne, a nie południowe. Skoro idzie chłód to wiadomo, że z północy.
Uczciliśmy jej nadejście dłuższym niż zazwyczaj spacer, podczas którego Pepson śniegolub  skutecznie na każdej połaci białej mokrej, zimnej paciamaji.  Alma mały włos nie spóźniła się do pracy przez te pieszczoty z chłodem.
 
Ps. Pan Inspektor Nadzoru wyrwał nas dziś z głębokiego snu przed świtem jeszcze, trąbiąc, że mroźno...że okryjbiedę i ciepłe majty założyć trzeba, a i z solidniejszym obuwiem się przeprosić. Tak też Alma natychmiast uczyniła, w salonie nastała zawierucha zimowej odzieży, śnieżyca szalików i czapek, istna zamieć wełnianych skarpet. 
Wdzięczna Inspektorowi jest Almia za tę cenną radę, a właściwie rozkaz. Powoli dostrajamy się do zimy.

Pepito, Pepino, Pepualdo, Pepuszek, Pepencjusz i Alma

niedziela, 11 października 2015

Rodzinne nabożeństwo w ALMAdirze

Pamiętaj, abyś dzień święty świecił ... no to święcimy ... rodzinnym obiadem w Krainie Wagabundów, którego tabernakulum czyli kuchnia zamieniła się w Almadir odkąd za sprawką Gandalfa Łysego pojawiło się w niej naczynie do przygotowywania tajine.


Na niedzielną strawę do stołu znajdującego się na ołtarzu naszej krainy czyli w saloniku zasiedli niemal wszyscy członkowie najbliższej rodziny. Rodzinna energia ściągnęła do krainy nawet niespodziewanego gościa w osobie Papy Zielarza, który po tym jak ledwie wspiął się po schodach do krainy, zachwycił się wrotami krainy i z łezką wzruszenia w oku uściskał swoje ponad 30 letnie czekany, które lada dzień zawisną honorowo w halliku naszej świątyni, z uwagi na swoje niedostosowane do warunków pogodowych odzienie zyskał miana Papa Sherpa. Najmłodszy członek rodziny- prawnuk Mammy i Papy wraz ze swoimi rodzicami Misiami hulał w tym czasie na poprawinach wesela.

Po mszy świętej w obrządku katolickim (na którą Alma umówiła się z Mammą, by trochę wspólnie pośpiewać i Bogu Mammy za jej szczęśliwy powrót do domu z zagranicy podziękować) Mamma przyszła do naszego ołtarza niosą wino od Ulricha Bauer'a i ciasto.

Po niej przybyła Pierworodna Kiczka Wojowniczka wyznająca tego samego Boga, powracająca z wielkich niedzielnych zakupów w hipermarketach (szykując się do srogiej zimy na Brooklynie) z ciężką donicą, by latającego na balkonie naszym w wietrzne dni jak dzisiejszy wrzos uziemić.

Za nią przybyła piękna Kasandra ze swym Dobrym Narzeczonym niosąc w ręce biały wrzos oraz symboliczną miłość i słodycz dla każdego z uczestników ceremonii.

Chwilę później nastąpiło podniesienie naczynia z tajine po staromarokańsku z piekarnika i wniesienie go wraz z oszałamiającym zapachem na stół rytualny.

Po obiedzie Alma i Kika porządkowały naszą piwnicę z resztek budulca łoża w naszej zakrystii (czyli sypialni) a Papa z Mammą oglądali telewizję Trwam doceniając jakość i wysoką kulturę dyskusji jakie toczą się na jej antenie.

Pod powierzchnią ziemi, gdy siostry resztki palet przemieniały w drewno opałowe na Brooklyn,  takie oto toczyły się rozmowy:
Alma: "Kika a ty napewno możesz już dźwigać?"
Kika: "Nie!"
A: "Dalej nie możesz? poważnie? to zostaw to pudło!!!
K: "Żadna kobieta nie powinna dźwigać" 

To prawda stara jak świat, ciężarów żadna kobieta nie powinna dźwigać ... ani fizycznych, ani psychicznych. Takie jest zdanie Almy, która co miesiąc dźwiga po schodach z Almacoche do krainy 15 kg psiej karmy ;) Mina Pepe, gdy wchodzi z nią do domu rekompensuje z nawiązką cały ciężar.

Alma cieszy się dziś bardzo, że nie przyszła na świat w kręgach islamu, gdzie kobietami się pomiata, poniża je, okalecza na całe życie obrzeżając, a za próby wyzwolenie się zabija.
Nie ma w niej zgody na takie okrucieństwo wobec kogokolwiek. Na ma na to zgody także w Koranie! To człowiek, by zaspokajać swoje pierwotne instynkty potrafi najbardziej idealny system wiary wypatrzyć. O paradoksie, system, który masom ma gwarantować poczucie bezpieczeństwa we Wszechświecie i przynależności.

Jak rzekła wczoraj w rozmowie o tym jak zachowanie rodziców potrafi zaprogramować życie dziecka Mama : "Od pewnego momentu dziecko wybiera swoją ścieżkę, kierując się własnym rozumem i sercem." 

Święte słowa! 

Dziś Mamma Mia delektowała się rodzinnym czasem pod Buddą...tę ścieżkę wybrała Alma ... tam czuje dobro, spokój i bliskość Absolutu.
Pepe ze swej psiej natury definitywnie jest buddystą. Dla niego czas nie ma najmniejszego znaczenia. Jest tylko tu i teraz i doskonale wyczuwa fałszowanie.

Naszą wspólną religią jest MIŁOŚĆ, kroczymy ścieżkami cierpienia i prawdy czekając na oświecenie Cętkowanego Dalajlamy, by jak mawia zaprzyjaźniona kapłanka holistycznej doktryny body&soul- Paula, prawdy skrywane w sercu móc na co dzień wspólnie pielęgnować.

Kumari z rana przewidziała nam przyszłość świetlaną ... wg. której Alma założy Orientalną Gospodę Wegetariańską. 

Kochana Kumari, restauratorstwo pozostawiam Gandalfowi Łysemu, ja co najwyższej założę Klasztor Roztańczonych Mniszek w górach z niewielką kuchnią... otwartą na spory salon, by miejsca dla przyjaciół nie brakło. Ten którym sobie podczas Twojej Akademii Jogi i Coachingu zwizualizowałam. Tam będę medytować na tarasie, gotować różne dziwactwa w kociołku, pląsać boso po trawie i stamtąd z Dalajlamą będziemy ruszać w kolejne podróże, a Pepe będzie pilnował i zbierał pieszczoty od naszych małych buddów.






sobota, 10 października 2015

Kociołek kapłanki i klątwa żebradora

 
Ten tajemniczy talerz (nie latający jak twierdzi Alma) pojawił się w krainie Pepe Vagabundo w dniu urodzin Almy. Przybył z nim sam Gandalf Łysy. Obiektywnie rzecz biorąc kociołek ten jest godzien Wulkanicznej Kapłanki. Przekonaliśmy się o tym niespełna (bo bez jednego dnia) miesiąc później. W piątkowe popołudnie kapłanka zdjęła go z szafki  i krzątając się jak zwykle podczas domowych ceremonii jęła po kolei wrzucać do niego orientalne przyprawy (kumin, kolendrę, kurkumę, chili, imbir) i polskie składniki (cebulę, marchew, pomidory, bób, morele, czosnek, kurczę).

Zapachniało w całej klatce schodowej :) Do okrągłych stolików w saloniku krainy zaczęli przybywać kolejni przyjaciele domostwa z darami (złotych, czerwonych i białych trunków, zielonych kadzideł, barwnych warzyw  i owoców w sałatce, drewnianymi wymarzonymi przez kapłankę sztućcami do sałaty, wymarzonymi przez Helenę i Magdalenę chipsami,  wyśmienitym Dziadowskim ciastem).

Rowerowe opowieści, a właściwie i górskie i opowieści wszelkiej maści przerywały salwy śmiechu, które dzielnie znieśli sąsiedzi Vagabundów. Odbył się także typowy dla zgromadzonego towarzystwa prześmiewczy pokaz slajdów z wyprawy dwóch Panów po bezdrożach Hiszpanii (na które Alma zesłała im śnieg w Sierra Nevada, by przygody zażyli nieoczekiwanej).

Czarny Książe Zakonu Żebraczego krążył pośród rozbawionych gości ... od rąk do rąk ...prosząc o poczęstunek lub atencję, bo łasy na pieszczoty jest on szalenie.

Nad ranem solidnie się pochorował ...wymiotował, męczyła go biegunka. W przerwach pomiędzy częstymi spacerami odpoczywał w sobotę w pobliżu toalety. Sekretem pozostanie to co też mu zaszkodziło. Czy był to jakiś tajemniczy składnik, czy coś co pożarł w ciemnościach podczas nocnego spaceru przez osiedle odprowadzając do karet karawanę lojalnych świrów.

Kapłanka leczy go dziś ryżem z dynią z tajina doprawionym ziemią okrzemkową na odtrutkę... i Książe ma się już znacznie lepiej. Lekcji o tym, że łakomstwo nie popłaca żebradorowi Wagabundzie nigdy dosyć.

Almie też. Trzeba się przyznać szczerze, ból głowy spowodowany nadmiernym stężeniem garbników w organizmie wypędziła tabletką na tę przypadłość z rana ... popiła ją roztworem ziemi okrzemkowej na odtrutkę.

Normalnie Alma specyfików aptecznych unika jak ognia piekielnego. By z bólem walczyć w sobotę w obliczu słabości Pepe szkoda jej było jednak marnować czasu i pozytywnej energii. Spożytkowała je na bardziej zacny cel :)

Libre soy

Na zboczach gór biały śnieg nocą lśni ...
Mam tę moc...mam tę moc ...
rozpalę to co się tli ... 
co tam burze, gniew...
od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha ...

Sił mam dość, by wejść na szczyt! 
Mój jest Wiatr, okiełznam śnieg!


Wreszcie Ja! zostawię ślad!

A Duszę moją w mroźnych skrach ku górze niesie wiatr..
I myśl powietrze tnie jak kryształowy miecz...

Oto Ja stanę ...w słońcu dnia!  


Ps. Pepe obiecał, że będzie grzecznie czekał, Mamma Mia zz wielkim sercem zdeklarowała, że realizację marzenia Almy wesprze z całych swych sił, a Kiczka Rodowiczka prosiła, by Alma pozdrowiła od niej Zbuntowanego Anioła jeśli spotka go podczas podróży.

czwartek, 8 października 2015

Jesień


Alma: "Nikoś, idziemy na spacer z Pepe pod górę"
Nikoś:"Tia, wiesz co ja zostanę tu z babcią i na Ciebie zaczekam"
....
40 minut później
N: " Tia, wiesz super jest w górach. Tak ...kolorowo, cicho i spokojnie."
A: ":)"

...

Za te kolory przyrody, za ciszę na szlakach i za spokój Ducha Gór kocham je jesienią.
Pepe także, bo to wymarzone warunki i czas na piękny dog trekking.

Wielu uroczych i długich spacerów Wagabundy. Najbliższy zachód słońca planujemy obejrzeć wspólnie, z któregoś szczytu w okolicy.

poniedziałek, 5 października 2015

W poszukiwaniu sympatycznego Boga

Zdziwienie Pepe w niedzielę nad ranem ciężko opisać ... kompletnie zdezorientowany wzrok, nastawione uszy, pomimo, że nie podniósł się wcale jak zwykł to robić każdego ranka, przekręcenie łbem w lewo, później w prawo, i jeszcze raz w lewo (zupełnie jakby Alma była pojazdem, a on stał przed przejściem dla pieszych przy ruchliwej ulicy) i znaczące ofuczenie wariatki, która o 3 rano wyskakuje z łóżka na równe nogi i energicznie zaczyna się gdzieś wyprawiać.

80 km dalej ...Podstępny Diablak próbował nabić trzy "wiedźmy" na Widły. Po wejściem na szlak na Markowe Alma zaznaczyła tylko teren, stwierdzając, że tamtędy nie zdążą przed świtem. Pod Domem Bożym w Czatoży Sybil wykrzyknęła, że tam akurat Boga jest najmniej i udały się dalej...przeklinając na nawigację najwyraźniej będącą jednym ze sług Lucyfera.

Przed dotarciem na Przełęcz Krowiarki nie powstrzymało ich nawet zwalone na drogę drzewo, które chwilę wcześniej wykrakała Sybil (k woli ścisłości pogubienie się wokół morg błędnych przewidziała wcześniej Alma zakładając drobny zapas czasowy na ten właśnie przypadek).

Dziewica Kobieciarka (posądzająca po pozorach ciemnowłose wiedźmy o stosowanie czarnej magii) swego pierwszego wejścia na Samotną Królową Beskidów nie mogła się doczekać.

Z przełęczy wystrzeliły jak z procy ok. 6.00 mając jakieś 45 minut, by wybiec na szczyt Samotnej Wieży. Niecierpiąca schodów w górach Alma swoją walkę wewnętrzną stoczyła już w drodze pod Sokolicę. Walka toczyła się w jej głowie, która w ciągu ostatnich kilku dni zrobiła się okropnie ciężka na skutek analiz jej zawartości, racjonalizowania, ironizowania, itp. mechanizmów obronnych przez napadami złości. W każdym kolejnym krokiem ciężar myśli przybierał, do bałaganu wewnętrznego dokoptowała demotywacja w udach, które w tym sezonie nie popracowały odpowiednio nakręcając koła roweru. Pomimo tego, że pojawił się nieznośny ból w odcinku szyjnym kręgosłupa (ta głowa była zbyt ciężka by ją w takim stanie dźwigać na szczyt Babiej Góry) z minuty na minutę serce Almy rosło (napędzane fetyszystowskim pragnieniem spotkania się twarzą w twarz z Absolutem).
Tuż pod Kępą nie widząc szczytu zasnutego gęstą mgłą kapłanka Alma zatrzymała islamski pochód prowadzący  Dziewicę na spotkanie z Bogiem Re ... wszystkie trzy zrobiły zwrot w tył w kosodrzewinie, bo oto właśnie rozpoczynało się misterium.
Ani zdjęcia ani filmik w pełni nie oddadzą tego jak Bóg Słońce objawił swe oblicze trzem jędzom tego poranka. Na słowa ku temu stosowne próżno się trudzić. Widok ten kiedyś jednak przywoła te same przeżycia.

Na wysokości Gówniaka prym zaczął wieść Notus ...definitywnie był to wiatr południowy, choć zimny, dął od strony Tatr jak twierdzi Sybil jakąs 90tką. Próbował zdmuchnąć wiedźmy ze szlaku...Dziewica, która pierwsze wejście w swym życiu na Babią dedykowała swemu przodkowi na szczęście w odpowiednim momencie złapała Sybil, udaremniając w ten sposób Notusowi jej porwanie ze szczytu.

Alma w rodowodzie wpisane ma jedno skrzydło...drugie nosi w plecaku ... odpowiednio do jej wagi dociążone ;)

Na szczycie Babiej swą obecność zamanifestował nie kto inny jak Chac - Bóg Deszczu. Dla raczących się za murem Bab okazał się jednak szczodry, zrosił je tylko siępą i zmoczył glazy na ich drodze w dół dodając tym samym adrenaliny. 

Po tym jak rosły okaz Dzikiego Śmiertelnika wywinął przed Almą orła wbiegając na szczyt po mokrych głazach, wywrotkę z piruetem zaliczyła także dopiero co rozdziewiczona Hagata.

Gdy schodziły w  kierunku schroniskach na Markowych Szczawinach tuż za granicą kosodrzewiny, zostawiając za sobą mgłę i płaczącego Boga, ciepłe powitanie przyszykował im raz jeszcze Re.

Dalej ich szlak przecinać jęli śmiertelnicy, którzy niedzielę rozpoczęli w kościołach, a teraz tłumnie zmierzali na spotkanie z kapryśną naturą. Tym szybciej darły niebieskim szlakiem spowrotem do czekającego na nie na przełęczy Almacoche.

W czasie tej wędrówki Pepe medytował pod Świętymi Górami znajdującymi się najbliżej Absolutu, by po powrocie Almy kulać się z nią w trawie i wcinać smakowite burgery (wegetariańskie).

Ciężkość głowy przeminęła z wiatrem. Do dziś Alma unosi się conajmniej półtorej metra nad ziemią ... myśli skupić jej ciężko ... i zanosi się na zimny prysznic wieczorem ... by na Ziemię nieco wróciła. Mniej więcej do piątku popołudniu ;)