poniedziałek, 30 listopada 2015

Darowane dobro wraca

Jedna z reguł we Wszechświecie, którego istotna częścią niewątpliwie są Vagabundowie głosi, że darowane dobra wraca. Zawsze wraca. My przekonaliśmy się o tym na własnej skórze nie jeden raz. Pamiętamy o niej i gdy tylko możemy staramy się w jakikolwiek sposób posłać dobra karmę dalej.
 
Dosłownie karmę, gdyż wczoraj Pepe dostał opakowanie karmy od właścicielki, której piesek podupadł na zdrowiu nieco i nie jest już ona dla niego wskazana. Piesek jest pod dobrą opieką lekarską i w kochającym go otoczeniu. Nie dalej jak dziś Alma natknęła się na apel dot. pomocy Aronowi, odebranemu nękanym chorobom alkoholową właścicielom, który jest w ciężkim stanie i grozi mu co najmniej amputacja łapy.
 
Wierzymy, że to bezbronne zwierzę, które nie potrafiło samo poprosić o pomoc i nie mogło na nią liczyć u chorych ludzi uda się uratować, i jego łapę również. A później znaleźć mu kochającego całym sercem Pana lub Panią Dlatego, też zamiast uregulować wreszcie mandat Pepe z Bieszczad, który robi chyba za pamiątkę ;) w portfelu Almy, dziś dokonaliśmy wpłaty na konto fundacji na rzecz leczenia ARONA.
 
Zdrowiej poczciwe psiejsko!
 
Ps. Alkoholizm jest okrutną chorobą, w której bez odrobiny woli wyzdrowienia u chorego nie da się mu pomóc. Zawsze jednak warto próbować zmienić świadomość i życie człowieka. 
 
 

niedziela, 29 listopada 2015

Pachnie śniegiem

Zadziwiające jak blisko natury oscylują zmysły dzieci lub jak otępiały jest zmysł powonienia u osób dorosłych.
 
"Pachnie śniegiem" powiedział Niko wychodząc z klatki schodowej na wieczorny spacer z wagabundami.
 
Zaiste pachniało nim solidnie, choć jeszcze nie było go widać w okolicy.
 
Rano usta i nosy schowali w maskach, a kanibal Pepe na pysk włożył tradycyjnie swoją ażurową maskę...i radośnie ruszyli we trójkę na pierwszy tego roku śnieg.
 

48 dni

Gandalf odmierzył dziś dokładnie 48 dni do rozpoczęcia podróży po Andach, Patagonii, Ziemi Ognistej i lekcję tanga w Buenos ;)

Tym samym czas wybił najwyższy, by na poważnie przygotowania ciała i umysłu rozpocząć i sprzęt stosowny skompletować.

Podążająca holistyczną ścieżka Alma wie, że równolegle z ciałem odpowiednio głowę  i ducha przygotować należy. Toteż stopy swe postawiła na bieżni, a gdy przez kilka kilometrów jej ciało pracowało myśli jej szybowały nad listą niezbędnych jej podczas podróży rzeczy:
- buty, które miały ją wynieść w Himalaje, nie chcą jej opuścić, wyniosą ją zatem w Andy i w Himalaje...tylko skarpetki z wkładką kupić należy.
- raki - kupione w afekcie. Przydadzą w Himalaje.
- ciepła kurtka - kupiona. O komfort termiczny wespół z Almą zatroszczyli się Sybil i Anioł Stróż.
- ciepłą czapka - zamówiona, by głowa była BEZTROSKA na wysokościach.
- maska chroniąca przed zimnem usta i nos - przyjęta od Srebrnowłosego Alpinisty
- rękawice - zwrócił je ostatnio w imieniu Juniora Indyjski Mąż Almy. Cieplejsze do przymiarki.
- bielizna termoaktywna - jest. Cieplejsza do przymiarki.
- plecak wyprawowy - jest.
- notatnik i pióro - przygotowane.
- talizman - Alma otrzymała stosowny andyjski od Maderzańskiej Hexy na swoje urodziny. To pewnie on w kontakcie z Almą zadziałał, by decyzję o wyruszeniu w tę podróż podjęła.
- lektura, by Duszę przygotować - niespodziewanie i odważnie "podsunął" ją Almie Kot Prot.
- lektura, dla Duszy na drogę właściwą - Anioł Stróż zesłał jej ją na urodziny parę lat wcześniej.

Podczas, gdy wiosłowała olśniło ją, że czasu coraz mniej, a największe wyzwanie w postaci spodni pozostaje nietknięte. Po krótkiej przerwie na uzupełnienie płynów z kadzi Gandalfa, popędziły z Heleną Oceaniczną na zakupy...obie po spodnie trekkingowe. Helena wyszła ze sklepu z plecaczkiem - zamiast spodni trekkingowych w wersji soft, Alma ze spodniami ...do tańca...zamiast trekkingowymi w wersji hard.

Przy drugim podejściu, gdy już wszystkie swoje zasoby w pełni na spodniach skoncentrowała na dzień dobry od sprzedawcy dowiedziała się, że na swoje gabaryty spodni nie znajdzie. Przekonała go jednak, by dwie marki w rozmiarze xs podał jej do przymiarki. Niestety w obu wyglądała jak Sindbad Żeglarz, a nie wybiera się przecież w rejs zimowy. Gdy spytała o TwarzPółnocy usłyszała, że ów szanujący się punkt szajsu nie sprzedaje, a marka ta szyje dla zasobnych portfelem i obwodem pasa amerykanów. Na koniec Wszechwiedzący Fachowiec w dziedzinie sprzedaży zmierzył mająca tłuściejsze amerykańskie czasy już dawno za sobą Almę i z pewną pogardą  powiedział, że spodni narciarskich dla dzieci powinna poszukać. Uśmiechnęła się na to, podziękowała i ruszyła przed siebie miłego dnia szczerze życząc.

Odwiedziła wszystkie okoliczne sklepy, spodnie uszyte na miarę jej potrzeb znalazła nie gdzie indziej jak w salonie NorthFace :) Gdy je przymierzała w tle wyświetlano film promujący wyprawę do PATAGONI.

Dylemat zaczął się przy kolorze. Alma szuka odpowiedniego odcienia i promocji cenowej w sklepach internetowych.

A na obiad ...buraki ;), które po tygodniu na Suwałkach znienawidziła, a teraz uwielbia i wraz Pepe odkrywają się na nowo pod postacią burgerów, pasty, kokosowego barszczu, capraccio, itp.



sobota, 28 listopada 2015

Lubię czytać

Czasem jestem upominana za to, że nazbyt się tu sobą dzielę...że nieco się tym obnażam...że nazbyt eksponuję swoją wrażliwość na światło dzienne...że niektórzy ludzie mogą próbować posłużyć się tym jako narzędziem, a przy tym wykorzystać mnie i zranić. Wiem, że te ostrzeżenia płyną z serca i troski o mnie.

Nieustannie wierzę jednak w dobro w ludziach, na co dzień otrzymuję utwierdzające mnie w tej wierze sygnały. Nie brak pośród nich również cierpkich słów krytyki, okazji do tego, bym przybrała stare postawy i uciekła do dawnych mechanizmów, nie wiem czy do końca świadomych prób podcięcia mi skrzydeł i ściągnięcia mnie na ziemię, zmuszenia mnie do wkroczenia na wiele łatwiejsze ścieżki.

Żadna ze mnie pisarka. Tym bardziej dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa, litery, uśmiechy, drobiazgi, upominki. Przekonują mnie one o tym, by szczerze pisać własną historię, w której empatyczne osoby będą mogły się przejrzeć jak w lustrze, odnaleźć w niej może kawałek siebie samego. Chodź przyznaję, że blog powstał, jako dziennik samoobserwacji pacjentki. Terapeutka raczej nie byłaby z niego zadowolona, a co na to grupa wolę nie wiedzieć ;)

Dziękuję, że i Wy jesteście wobec mnie otwarci i autentyczni. Ja także w Waszych oczach nieustannie się przeglądam i znajduję w samej sobie co dzień coraz to więcej niespodzianek. Dziękuję, że mnie tak zachęcacie do pisania.


Alma

Ps. Poziom empatii Pepe przechodzi ostatnio wszelkie wyobrażenia ...niech tylko otworzę usta i zaśpiewam pojedynczy dźwięk, a on natychmiast przede mną siada i z niesamowitą czułością przenika wzrokiem zwierciadła mojej Duszy. Niech tylko pierwszy krok uczynię do tańca, a on już staje na dwóch łapach z tym swoim szelmowskim uśmieszkiem niczym równy partner. Niech tylko usiądę do pisania, a natychmiast siada przy nodze, pyszczysko na klawiaturę układa, łapą mnie zaczepia i na ekran okiem łypie.


piątek, 27 listopada 2015

Pełni cudów

Ten post pozostawiam tu sobie ... dla samej siebie na słabsze dni... i dla tych, którzy wiary we własną siłę wewnętrzną aktualnie potrzebują ... wiem, że jest Was kilkoro w moim najbliższym otoczeniu i tym nieco bardziej odległym także.




Nie zapominaj zwłaszcza teraz ... i gdy serce z zielonego zmienia się w szaro-bure, że jesteś skarbnicą cudów! I tu uważnie, bo energia jest zaraźliwa. Widzę jak bardzo zmienili się ludzie będący wokół mnie na co dzień ... z biało-czarnych powoli stawiają stopy na wielobarwnej ścieżce ... Pamiętaj, że jesteś źródłem cudu ... możesz jak ja w moich odważnych wizualizacjach (niepokojących terapeutów) iść w nurcie rzeki, biec do źródła, płynąć wpław pod prąd ... w kierunku ośnieżonej góry. Możesz wiosłować, mogą Cię nieść prądy, możesz mieć obawy, możesz potrzebować się zatrzymać, by w tafli wody się przejrzeć. To Twoja rzeka, to Twoje źródło, czerp z niego świeżą wodę. To Twój las...stąpaj po nim z miłością. To Twoje plemię...bądź dla nich dobry, a oni będą dobrzy dla Ciebie. Szanuj siebie, a oni będą Cię szanować. Dbaj o siebie, dbaj o nich, a oni zadbają o Ciebie. Bądź wdzięczna, a powodów do wdzięczności będzie każdego dnia przybywać.

Ufaj temu dokąd wiedzie Cię Twoja Intuicja! Słuchaj wewnętrznego głosu i dbaj o swoje osobiste BHP.





Alma

czwartek, 26 listopada 2015

Życie za życie


Odwieczna wymiana energii i wędrówka dusz trwa. W nieustającym tańcu Wszechświata oto rodzina Almy wybrana została teraz, by tej słodko-gorzkiej prawdy doświadczyć.

Otóż w tym samym czasie, gdy do wrót czasoprzestrzeni zmierzała dusza członka naszej rodziny, nieznana nam jeszcze wtedy dusza kroczyła mu naprzeciw. Wybrała sobie na rodziców Państwa Misiów, a małego Misi(a)czka, który bardzo wyczekuje od kilku lat siostrzyczki lub braciszka na rodzeństwo.

Nie jest już fasolką, ma rączki i nóżki i zdrowe bijące serduszko.

Wszyscy bardzo się cieszymy i nie możemy doczekać się, by ją poznać.

Alma ze szczęścia i wzruszenia pisząc to aż się poryczała...i ryczy dalej jak bóbr.
No już nie becz...zalejesz komputer...nie nadążam zlizywać Twoich łez.

Pepe.

Dlaczego taniec???


Dlatego, że mnie pomagał przetrwać trudne chwile od najmłodszych lat...
https://www.youtube.com/watch?v=JRfuAukYTKg


Dlatego, że mnie pomógł powoli zdejmować kolejne maski (zupełnie jak podczas striptease'u), dopomógł pękać zbroi, skorupie, którą przez wiele lat i na skutek wielu różnorodnych doświadczeń wykształciłam...
https://www.youtube.com/watch?v=vSkb0kDacjs


Pomógł mi rozsypać się na drobne kawałeczki...
https://www.youtube.com/watch?v=PVzljDmoPVs


Pomógł mi zostawić głowę z boku, dotrzeć z powrotem do ciała i pamięci komórkowej...
https://www.youtube.com/watch?v=cV7JAThw7H4


Spalić to co nie potrzebne w ogniu kroków, ruchów, gestów, ukłonów, wygięć. Przeżyć to czego nie pozwalałam sobie wcześniej przeżyć, by się chronić...
https://www.youtube.com/watch?v=MGR4U7W1dZU

Pomógł mi nawiązać na powrót kontakt z Istotą Prawdy. Pomaga mi pozostawać z nią w nieustannym dialogu, gdy świat i życie pędzi i mnie nieraz do tego również zmusza...
https://www.youtube.com/watch?v=CGyEd0aKWZE


Pomógł, pomaga i będzie pomagał na co dzień uzdrawiać samą siebie. A ponadto pracuje na wszystkich płaszczyznach i poziomach energetycznych, dzięki czemu jest skuteczniejszy od modlitwy... do Boga czy do samego Diabła!


Ps. Przyjaciel Dziki Tygrys powiedział mi dziś, że powoli zamieniam się w wiedźmę... Niech tak będzie! Niech Ziemia nie ustępuję spod mych rozskakanych stóp! Niech ją zawsze czują! Niech moje włosy pląsają swobodnie w powietrzu! Niech usta śpiewają, ręce się wiją, biodra i pierś faluje! Niech wiruje niczym derwisz każdy atom energii w każdej czakrze ;) Niech płynie przeze mnie dobro, dla siebie samej i dla zasługujących na wsparcie i pomoc! Niech świadomość potęgi w ciele człowieka wzrasta!

Twoja Roztańczona Wiedźma Alma... a i dzięki za dzisiejsze wspólne szalone szusy, wygibasy i bujanie na latającym dywanie przy tej lampie Almy ;)
 

środa, 25 listopada 2015

Narodziny Czarodzieja

O tym jak ważną osobistością w życiu Almy jest Gandalf Górski Łysy nie trzeba im pisać. Bratnie dusze o tym doskonale wiedzą. O tym od kiedy się znają warto wspomnieć po krótce. Otóż znają się od 3 lub 4 roku życia ...żadne z nich dokładnie tego nie pamięta. Poznali się grzebiąc w piaskownicy ku chwale teori biegunowości ulokowanej nad polskim morzem. Ich matki pracowały ongiś w tej samej firmie, w budynku w którym notabene od lat mniej więcej 8miu dzielnie pracuje Alma ;)

Z ciepłych wspomnień Gandalfa z dzieciństwa przytoczyć tu należy, by być całkiem szczerym, żywe jakby to było dziś uczucie, gdy zobaczył Almę na rozpoczęciu roku szkolnego stojąc w dwuszeregu jako pierwszoklasista. "O nie! Znowu ona!". Niepocieszony Gandalf skazany został na kolejne 8 lat nauki z Almą u boku ... często w tej samej ławce.

Gdy skończyli szkołę podstawową każde z nich wyruszyło w swój szlak ... co pewien czas jednak stopy niosły ich w tym samym kierunku... a to na schody, by razem zjeść po tabliczce czekolady, a to na wino z Kumari, a to obu ścieżka edukacji wiodła pod Wawelski Czakram.

Aż powrócili oboje dnia pewnego w rodzinne strony i póki co towarzystwem swym do woli się raczą nie tylko z mapą wspólnie świat przemierzając w miarę potrzeb i możliwości. W ciężkich dla Almy chwilach Gandalf zawsze był w pobliżu uchem i ramieniem, na którym na chwilę mogłaby się wesprzeć gotów jej służyć.

Z niewinnie snującej się przez ryżowe pola, podstępnej balijskiej rzeki wiosłem Alma Gandalfa wyłowiła ratując jego spaloną słońcem głowę przez urazem. Czy w pozostałych sytuacjach, gdy potrzebował pomocnej dłoni ...była? Hmmm, tego nie wie.

Wie jednak, że 25 listopada 2015 w kolejną rocznicę narodzin Łysego Czarodzieja nie nastąpił koniec świata tak jak przepowiadał to Nostradamus.

Gandalfie Górski niniejszym oświadczam Ci, że nie wybawił Cię od mojego towarzystwa los, ani Semira, ani Bóg żaden. Skazany jesteś zatem na Nieskończoność ze mną w tle :0)

Życzę Ci końskiego zdrowia ponad wszystko i sił jaka (nie tura), pozwalających Ci konsekwentnie dążyć do obranych celów. Jasności umysłu przy tym, by ścieżkę widzieć klarownie i mądrze wybierać na niej priorytety. Silnych nerwów, by ze mną i tą naszą bandą wytrzymać. Prawdziwej Miłości  i pierwotnego ognia w trzewiach. Radości z każdego wschodu i zachodu Słońca. Zdobycia wspólnie wielu kolejnych (nie tylko andyjskich i himalajskich) szczytów i spełnienia pozostałych marzeń. Niech nowe horyzonty pozwolą Ci rozwijać skrzydła!

Ps. Niech Ci Twój Czarodziejski Kij długo i wiernie służy bez uciekania się do magicznych eliksirów i chemicznych proszków.





wtorek, 24 listopada 2015

Naturalny przepływ



Zawiść jest tą ciemną stroną natury ludzkiej, którą każdy z nas w sobie nosi. Bez wyjątków. Nie przemawia ona przez nasze czyny  i słowa wyłącznie, gdy jesteśmy szczęśliwi, spełnieni oraz pozostajemy z kontakcie z wdzięcznością. Czasem wystarczy być spełnionym w jednej sferze życia, by nią na innych nie zionąć. Innym razem wystarczy docenić to do czego się już doszło i potrafić spojrzeć wstecz w poszukiwaniu ludzi, którzy zupełnie bezinteresownie podzielili się z nami czymś (choćby i trudnym) dokładnie wtedy, gdy nasza droga wiodła przez ciemny i niebezpieczny las lub dolinę cieni.

Przy odrobinie szczęścia, ciężkiej pracy, poświęceniu i mnóstwie włożonej w każdy maleńki krok i detal miłości, pasji oraz wiary po pewnym czasie można wymienić się znacznie piękniejszym doświadczeniem życiowym.

Ty, przez której dłonie płynie pierwotny przekaz Matki Natury, Ty która nocami pląsasz wokół pieca, Ty która snujesz piękne szkliwo z całej Duszy dziękuję Ci za szczerą wymianę energii Ziemi i Wszechświata oraz wsparcie kiedyś i dziś.


Energia zawsze wraca :)
 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Sąd ostateczny

Złością zareagowała dziś Alma na próby rozliczania nieboszczyka z jego życia. Tym większe, iż swoich kompetencji w tej dziedzinie próbowali nadużywać niektórzy wierzący w istnienie Królestwa Niebieskiego śmiertelnicy. Kto lub co namaścił ich do tego kompletnie nie wiem.

Za tą złością na łatwość oceniania na postawie zaledwie fragmentów dokonań i czynów mniej chlubnych z ludzkiego żywota krył się głęboki niepokój. Niepokój o to, że sędziowie oczyma widza i głową jedynie są w stanie casus rozpatrywać i swego serca użyć już nie potrafią lub nie chcą.
I tak szybko zapominają.

"Człowieka trzeba mierzyć miarą serca - sercem" J.P. II

O tej ważnej nauce człowieczeństwa również zdaje się zapomnieć już zdołali.

Wszystkie ławki ogromnej świątyni zapełnione zostały rodziną, bliskimi, przyjaciółmi i znajomymi zmarłego.

Przez całą ceremonię pogrzebową Alma czuła się naprawdę zagubiona.  Nie czuła, by przez kapłana przemawiał Bóg. Nie potrafiła podążać nawet za mową jego ciała, słowa i gesty był dla niej niespójne. Czuła jakby chwili ostatniego pożegnania próbował niepotrzebnie dodać wymownego, patetycznego charakteru, napinając wzrokiem bezlitośnie strunę cierpienia żałobników.


https://www.youtube.com/watch?v=-2U0Ivkn2Ds

Współodczuwała ogromny ból, żal i nieszczęście. Zapłakała ze współczuciem, gdy symbolicznie Zaczerpnął Wody ze Źródła Wiecznego Życia.


Jest pewna sprawiedliwości w tym, że na kazdego czeka śmierć. Dla jednych oznacza ona narodzenie sie do życia wiecznego, dla innych kolejny etap wędrówki duszy ku oświeceniu.

Gdziekolwiek przyjdzie mi z nią zatańczyć, niechaj radują się nad moimi prochami najbliżsi, że ruszam dalej.







Kokosowi masażyści

Nic tak nie cieszy w poniedziałkowy poranek jak świadomość tego, że nie trzeba skrobać szyb. Zwłaszcza, gdy z okna patrzę na rzeszę uwijających się nas szybami aut sąsiadów :)

Ubieram się ciepło, modyfikuję wersję obuwia na zimowo- trekkingową skoro natura wyraźnie daje znaki, zapinam psa i ruszamy ...na dłuższy spacer.

Po jakiś 150-200 metrach delektowania się promieniami porannego słońca i chłodem na policzkach ... na drodze na drugą stronę ulicy staje mi oblodzony krawężnik....i chlasssss... pierwsza gleba z gracją w tym sezonie...prosto na jezdnię. Na szczęście w tej chwili uczęszczaną jedynie przez pacjentów przychodni lekarskiej ;) Kocia sprawność mi się należy, bo zdążyłam wyciągnąć kończyny i upaść do ściętej lodem kałuży błota i liści na dłonie i kolana.

Dłoń zdarta ... kolano trochę boli i powoli sinieje. Na ratunek przybyli Kokosowi Masażyści ... rehabilitacja i łaskotanie w jednym. Pepe odwdzięcza się za masaże relaksacyjne, które ja na nim często uprawiam ... no dobra ... łakomczuch najzwyczajniej uwielbia olej kokosowy. Z zachłanności aż im się kolana pomyliły ;)


https://www.youtube.com/watch?v=10gej8ddyEs


Na wyciagniecie rakow i czekana jeszcze nie czas...ale raczki juz mi sie przydaja.






niedziela, 22 listopada 2015

Portret

Zainspirowany pracami Wielkich i Małych Rysowników, których od piątkowego wieczoru w krainie niesie potrzeba wyrażania swoich wizji flamastrami na papierze, Pepe w niedzielny poranek całym sobą zapragnął zostać sportretowany. Doskonale wiedział jak skutecznie tę potrzebę zamanifestować i dosłownie niecierpliwie czyhał na to, aż Nikodem rozłoży na dywanie arkusz flipcharta.
Gdy tylko nadeszła owa chwila Czorna Bestyja wygodnie umościła swe ciało na kartkach i niczym nie chciała się dać przekonać, by przestrzeni tej kolejnym inkarnacjom droidów ustąpić.

Alma postanowiła, więc tę nieco narcystyczną potrzebę zaspokoić. Nikodem w swej wspaniałomyślności miast zrobić zdjęcie, chwilę tę postanowił uwiecznić Wagabundom, krótkim filmikiem.


Jakoś ja przeczuwała chyba, bo kilka tygodniu wcześniej zamówiła u swej młodszej siostry szkicowy portret pamięciowy Pepe Vagabundy, godzien miejsca na półce w świątyni. Tym czasem w krainie grasują dwie bestie ... Czarna i Czerwona ;)

sobota, 21 listopada 2015

Atak droidów i historia o robaczku ząbiaczku



Sobotniego popołudnia mieszkańców krainy naleciały droidy, na szczęście pochodziły z dobrze chowanego szczepu ;)

Alma i Pepe odpoczywając na dywanie (na razie nie latającym) słuchali także snutej przez Nikodema koszmarnej historii o wyimaginowanym potworze Robaczku Ząbiaczku.

Wieczorem kładąc się do łóżka takie o to toczyli dysputy:
Niko: Tia, ja się pod oknem.
Alma: Co to, to nie. Pod oknem się ja.
N: Nieprawda, jak u Ciebie śpię to ja śpię pod oknem.
A: Nikodem, a czego Ty się teraz boisz, że nie chcesz spać przy bliżej drzwi?
N: No bo wiesz Tia, nocą może tu przyjść ten Robaczek Ząbiaczek.
A: i ?
N: No i ...no i...on wysysa mózg śpiącej osoby!
A: Aha, i co ja mam spać bliżej drzwi, żeby mój mózg wyssał zamiast Twojego?
N: Nie Tia, on nie wyssa Twojego mózgu, bo on nie lubi czystych mózgów!
A: A skąd Ty wiesz, że mój mózg jest czysty???
N: No jest! Bo Ty nie oglądasz dużo telewizji!

...

ot cała prawda zdemaskowana przez 8mio latka...Telewizja i ogrom informacji, które z niej zioną ...zanieczyszczają ludzki umysł. W ramach dobrze pojętej higieny rozumu, całe popołudnie i wieczór pracowaliśmy wyobraźnią miast bajki i filmy oglądać...i dobrze nam z tym ... a na dobranoc baśni... o strumieniu, o kobiecie szkielet,  i o skórze duszy ...skórze foki.

Nikodem zachwycony nimi, choć przyznał, że kobietę szkielet historia spotkała straszna!

Vivat wyobraźnia! Niech żyje!


 

piątek, 20 listopada 2015

Zamknij oczy i pomyśl o ....


... Andach!

Tak brzmi tytuł książki, którą Alma kiedyś ofiarowała Gandalfowi Łysemu pisząc w dedykacji jakąś indyjską sentencję o szczytach ... i licząc na to, że kiedyś wspólnie staną na jednym z nich.


Kolejny raz potwierdza się, że przypadki nie istnieją. Oto dziś w krainie Vagabundów filiżanką yerba matę toast wznieśli wszyscy członkowie andyjskiej ekspedycji 2016.


Po tym jak mimo testu na orientację w terenie, który na męskiej części drużyny przeprowadził Gandalf podając im błędny adres, wszyscy szczęśliwie dotarli do ołtarza ofiarnego, na którym oprawiany był baran, Alma osobiście poinformowała przybywającego z daleka Alpinistę, iż to ona jest koleżanką Gandalfa ze szkolnej ławki, która wraz ze swoją partnerką wspinaczkową kolejny raz rusza z nim na męską wyprawę ;) Następnie Łysy Czarodziej rozdał bilety na żelaznego ptaka lecącego do Boskiego Buenos. Kolejne toasty wnosili już argentyńskim i chilijskim winem.



Czyniący tego wieczoru honory gospodarza domu Gandalf nakreślił MAPĘ PODRÓŻY. Alma za pomocą swego magicznego kompasu pomogła skalibrować podstawowe potrzeby ducha i ciała poszczególnych członków wyprawy. Potrzeby te pozostaną ścisłą tajemnicą ...ehhh, zdradzimy tu tylko jedną z nich:
Otóż Kobieta Pająk, która, by pojechać na drugi koniec świata zrezygnowała z zakupu lodówki dla rodziny wyznaczyła maksymalną wysokość, na którą "mogą" się wspiąć. Jest ona dość symboliczna i wymowna - 666 m.n.p.m. Natychmiast niemalże skorygował ją nieco zatroskany inicjator wspinaczki SrebrnoWłosy Alpinista.

Kot Prot gotowy na na Aconcaquę skok doprecyzował zadanie dla Almy podczas tej podróży ... napisanie książki. Rano, gdy wyspany na poduszkach służących Almie do medytacji oraz posłaniu Pepe Gandalf wyczarowywał śniadanie, wspólnie doszlifowywali projekt koszulek ... również nie za sprawą przypadku Almie w przydziale przypadła rola Słoneczka ;)


Dalej Szerpowie ruszyli w śniegu do sauny na Rysiance ... zdobywać niezbędną aklimatyzację :) A Alma?  Pozostała w krainie ...pozmywać naczynia po śniadaniu. Doszła przy tym do wniosku, że zmywarka, która sprzedała zanim zdążyła ją kupić (by wiedziona  potrzebą serca w Andy z Gandalfem ruszyć)  nie jest niezbędna pod warunkiem, że zaprasza się odpowiednich gości ;)


Ps. Kocie Procie właśnie czytasz Prolog ;)
 

Komu bije dzwon

Tajemniczy dźwięk dzwoneczka, który dał się słyszeć tuż po zakończeniu pierwszej Almiej ceremonii wskazał jej dalszą drogę do pracy z dźwiękiem.

Wybierając swój pirenejski dzwonek wietrzny, którego zakup na ukoronowanie akademii terapii ekspresyjnych i technik relaksacji odlekała, by krainę i siebie samą na jego przybycie przygotować trafiła na kolejną wskazówkę na jej własnej drodze do oświecenia. Spójną z głosem jej czakry serca.

Najpierw jednak uziemiający dzwonek dla Wietrznej Czarownicy...dalej....nie ma co wyprzedzać...na życie nie można się przygotować....życie jest tu i teraz...życie jest tu i teraz...życie jest tu i teraz ... jak mówi swym pięknym głosem baśniarka Magda.

Pepe wiem, że dzwonek w naszej krainie będzie dla Ciebie nie lada odkryciem...i relaksacją niesamowitą. Wiem, że dźwiękoterapia i Twój system nerwowy wspomoże.

czwartek, 19 listopada 2015

Taniec na pożegnanie



Dziś odszedł do wieczności młody mężczyzna, który przez ponad 20 lat żył w klanie Vagabundów. Od kilku wiosen żył z dala od kobiet z klanu, ponieważ taką ścieżką powiodło go życie. Był dobrym i wrażliwym człowiekiem, niestety zwątpił w miłość do samego siebie i ludzi. Pomimo ich miłości i starań udzielenia mu pomocy jego głową zawładnęły okrutne ambicje i żądza pieniądza i odłączyły jego serce od źródła życia i zdrowia. W swojej walce o szczęście, bo kilka razy ją podejmował, gdy był jeszcze na tyle silny, jego dusza odnosiła coraz większe rany, a siła woli z dnia na dzień słabła z każdym kolejnym łykiem alkoholu. Ostatnie lata przeżył odurzony okrutną samotnością wśród ludzi, nękany kolejnymi chorobami fizycznymi, którymi przejawiała się choroba jego duszy.

Niby wszyscy jego bliscy liczyli się z tym, lecz na śmierć członka rodziny nie da się przygotować.

Almę ta wiadomość zmartwiła, później przygnębiła, powoli czuła jak poziom jej osobistej energii opada, a w pewnym momencie pikował na złamanie karku. Próbowała trzymać się jakoś w ryzach, aż ból głowy dał jej znać, że pora najwyższa ją wyłączyć i dopuścić do głosu serce, pozwolić uczuciom i emocjom płynąć i przeżywać je tu i teraz.

Pierwsza przyszła troska o siostrę, która większość swego życia kochała tego mężczyznę i walczyła o wspólne życie i ich rodzinę poświęcając siebie samą dopóki tliła się nadzieja i ostatni płomyk miłości

Drugi przyszedł smutek i żal.

Trzecie współczucie dla pozostałej części rodziny.

Kolejna przyszła złość na hipokryzję, w obliczu śmierci człowieka i łatwość formułowania najlepszych  rozwiązań oraz osądzanie. Nie potrafi tego Alma zrozumieć do końca, choć wie doskonale, że zatwardziałość w poglądach i przekonanie o własnej racji przejawia się u nich obojga astygmatyzmem.

I gdy tak szła ze mną na wzgórze, na którym stoi krzyż  - symbol cierpienia i zbawienia, które ma nadejść, by za duszę zmarłego zgodnie z jego i jego najbliższych wiarą pomodlić się za jego wieczny odpoczynek, a  po jej policzkach płynęły łzy, niebo również zaczęło łkać. Spadały na nas tysiące, miliony, miliardy maleńkich kropelek niczym aniele łzy.

...

Alma pamięta tego mężczyznę od zawsze u boku swej siostry. Pamięta dokładnie, że dawno temu uratował jej on zdrowie, a kto wie czy nie życie, gdy jako malutką dziewczynkę porwał się nurt górskiej rzeki i niósł poniewierając jej ciałko po wybetonowanym korycie. To on wtedy rzucił się w pogoń za nią i wyłowił pokiereszowanego bajtla z żywiołu. Tak miłująca ekstrema i adrenalinę Alma umilała tej parze romantyczne randki na łonie natury i nie tylko tak.

To on był pierwszym człowiekiem w żywocie Almy, który pokazał jej jak człowiek może być sobą w tańcu i jak może tańczyć z każdej komórki swojego ciała.

To on także nękany swoją chorobą obnażył przed Almą jej naturę wojowniczki, nieustraszonej obrończyni osłabionych i dręczonych. Sam mało nie przypłacił tego wtedy utratą zdrowia lub życia. Alma odchorowała to niewątpliwie, żyjąc jeszcze kilka miesięcy w poczuciu zagrożenia życia i bezpieczeństwa rodziny.

Wracając w kierunku krainy, pomimo niskich wibracji energetycznych, bardzo niskich, Alma czuła, że jej ciało dużo pamięta i potrzebuje to wyrazić i okazać wybaczenie, którego szukając dusza mogłaby pałętać się w zaświatach bez końca. Postanowiła uczynić to ostatnim tańcem złożonym w hołdzie człowiekowi.


Uporządkowała przestrzeń w krainie, oczyściła ją i przygotowała ceremonię. Odmienną nieco od tańca terapeutycznego Anny Halprin, odmienną nieco od 5 rytmów, odmienną od podróży bohatera. Choć wiele było w niej wydarzeń z życia zmarłego, oczywiście przetworzonych przez pryzmat obserwacji i przeżyć Almy, wiele było w tym odcieni różnych wibracji i emocji. Muzyka dobrała się idealnie, niemalże sama, czekała w odtwarzaczu. W krainie znalazła się jakiś tydzień temu ... ewidentnie nie za sprawą przypadku. Alma wiedziała, że jest jej potrzebna, nie wiedziała wtedy tylko, że cel jest ten konkretnie.

Tańczyła całą sobą, całym swoim ciałem, całą swą duszą, aż trudno było mi wysiedzieć na miejscu patrząc na ten taniec. Pomimo tego, że dźwięków Alma zaoszczędziła i mnie i sąsiadom, nie byłem w stanie usiedzieć. Poderwały mnie kilkanaście razy do tańca czy to energią jaką niesie sam taniec czy konkretne ruchy tancerki sam nie wiem. W każdym bądź razie z radością i ekscytacją tańczyłem z nią chwilami, gdy mi na to pozwalała, pląsałem, kulałem się i stawałem z uśmieszkiem na dwóch łapach.

Aż w końcu tak mnie poniosło, że chciałem z Almą kopulować, na co otrzymałem stosowną odmowę w zdecydowanym staccato i musiałem wrócić na swoje miejsce. Tak mi się w tym tańcu wszystko pomieszało w głowie i organizmie, przecież jestem kastratem i nigdy dotąd takich żądz nie ujawniałem, że próbowałem taniec godowy z Almą zatańczyć raz jeszcze z jeszcze bardziej dosadnym staccato spotkając się przy tym.

Gdy muzyka ucichła, Alma zdmuchnęła świecę. W tym samym momencie naszych uszu dobiegł blaszany odgłos, jakby dzwoneczek jakiś (osobliwe, bo w krainie nie wisi póki co żaden dzwonek, sznur bieszczadzkich dzwonków spoczywa w komodzie czekając na transport do nowego domostwa Borsuków), a tuż po nim wymowne trzaśniecie drzwi na klatce schodowej. Alma szeroko otworzyła drzwi balkonowe szeptając przy tym: "Żegnaj. podążaj do źródła Wiecznej Miłości. Dziękuję Ci." i wlazła pod strumień gorącej wody w łazience.









 
 

środa, 18 listopada 2015

Znaki są wszędzie

Zaiste ...są wszędzie ...na drodze...pionowe i poziome, werbalne, niewerbalne, itp.


Nie wystawczy mieć otwartych oczu, by je zauważyć...trzeba otworzyć serce i głowę...głowę i serce ... by je rozkodować, zrozumieć i przyjąć.

Alma zdaję się aktualnie być w stanie błogosławionym...otwartym ... na znaki i ich przesłanie...pojawiają się dosłownie wszędzie...

wskazując kierunek na ścieżce serca ...

Z niezależnego źródła pojawiła się wskazówka identyfikująca znak, w krótkim odstępnie czasu Alma podzielą się swoją ukierunkowaną ciekawością ze swoją Dojrzała Przewodniczką. Błyskawicznie otrzymała od niej potwierdzenie odkrywanej tożsamości. Gdy zaakceptowała ją ... przyszedł czas na świadome doświadczanie :)


Pierwszy raz widziała dziś bowiem Alma własną aurę ...kiedyś była jej bardzo ciekawa...właśnie teraz doświadczenia to zaskoczyło jej dwa razy tego samego wieczoru. Zaskoczenie Almy, było tym większe, że dane jej było ujrzeć ją dwu krotnie i zauważyć jak zmieniła kolor pod wpływem pracy z ciałem.

Pełna wdzięczności Alma postanowiła być wierna sobie i w dalszym ciągu wierzyć w to, że ma w sobie cały niezbędny potencjał...baczy jednak uważnie na Strażników i Przewodników w swej dalszej podróży.

wtorek, 17 listopada 2015

Labra - Law

Today we've come across a fix and gold set of labra-life- laws. Both of us are not very kin on obeying any fixed rules, unless we proclaim it ourselves, but these few are rather common in our vagabound everyday routines.



There only one missing ... get as much petting as possible ;) and smile sincerely or laugh profoundly as often as You feel happy, loved and cherished. Stay tuned  positively, enjoy life, love and cherish others back :)


sobota, 14 listopada 2015

Rzecz o zjednoczeniu


"Tako rzecze Ithlinne, elfia wieszczka i uzdrowicielka:
"Drżyjcie, albowiem nadchodzi Niszczyciel Narodów. Stratują waszą ziemię i sznurem ją podzielą. Miasta wasze zostaną zburzone i pozbawione mieszkańców. Nietoperz i kruk w domach waszych zamieszkają, drzewo straci liść, zgnije owoc i zgorzknieje ziarno. Zaprawdę powiadam wam, oto nadchodzi czas miecza i topora, wiek wilczej pamięci...""

Zaiste w pewnym sensie miała ona rację.

Drżą  żyjący w ciemności, karmieni strachem ludzie o ograniczonym dostępie do swoich serc i obawiający się potęgi świadomości. Lękają się zaślepieni władzą i rządzą pieniądza hipokryci i fanatycy.


Wstydźcie się siejący w social media nienawiścią do uchodźców z rejonów, w których toczą się wojny "emigranci zarobkowi" (na  wymarzonym socjalu zagranicą).


Oto Inność, na którą od lat się zamykacie, od lat nią pogardzacie, od lat próbujecie ją kontrolować, od wieków ją oceniacie ponownie wybucha buntem, agresją, złością i zagraża Waszym bliskim i waszym domom.


Kraje się moje serce, gdy na to patrzę. Głęboko współczuję rodzinom ofiar wojny o Boga, honor, ojczyznę, wpływy i dobra ekonomiczne, zatrzymanie fali imigracyjnych i terroryzmu. Głęboko współczuję istotom cierpiącym podczas jakiejkolwiek wojen  na świecie. Odczuwam także swoiste współczucie wobec Władców "odpowiedzialnych" za życie, a raczej utratę życia niewinnych stworzeń na codziennym froncie. Odpowiedzialność ponosi każdy z nas żyjących w zróżnicowanym społeczeństwie. Odpowiada swym zachowaniem wobec ludzi głoszących odmienne przekonania, różniących się w aspekcie kulturowym w jego szerokim rozumieniu.

Jedyną stosowną obroną był, jest i będzie pokój wynikający z głębokiej akceptacji, prawdziwej tolerancji. Życie wśród ludzi uczy mnie, że by kochać sercem nie zawsze trzeba rozumieć dogłębnie drugiego człowieka, nie trzeba kontrolować i ograniczać jego wolności osobistej i chęci poznawczych. Czasem wystarczy otworzyć się na niego i na wymianę energii, stworzyć przestrzeń, by móc doświadczać podobnych i mniej podobnych uczuć i emocji i autentycznie je szanować.

Ludzkości Ty nad poziomy wylatuj, sięgaj gdzie wzrok nie sięga, nie oceniaj wyborów innych. Pamiętaj, by "działać zawsze tak, jakby od tego co zrobisz należała przyszłość Wszechświata, śmiejąc się jednocześnie z siebie na tę zuchwałą myśl, że cokolwiek uczynisz, może mieć jakiekolwiek znaczenie".

Dobroci wszechogarniaj! Mądrości kieruj! Przebudzajcie się Buddowie!


Zapytana o zdanie w temacie tego co dzieje się w dzisiejszym świecie i sposobu w jaki reaguje na te zdarzenia społeczeństwo przez Białą DalajLamę  spod krakowskiego Czakramu - Alma Vagabunda.


Ps. Co się zaś polityki tyczy, Mamma Mia, która od niedawna posiada na nowo adres mailowy oznajmiła nam ostatnio, że zamierza teraz pisać  i wysyłać maile do ... Kaczora nawołujące go do tego by wycofał się ze sceny i polityki! Pierwszym skojarzeniem Almy na tę wieść nie wiedzieć dlaczego, był Kaczor Donald. Tym większe było jej zdziwienie, gdy przypomniało jej się, że Wielki Elektronik szykuje już komputer z oknem na świat dla Papy, który to pewnie dla równowagi do Pana Prezesa słać może zechcieć pochwały i podziękowania. Pierworodna Kiczka Rodowiczka po wyborach kraj postanowiła czem prędzej opuścić...kto ją tam wie do kogo i jaki list napisze ona z zagramanicy w sprawie Macierewicza. Nie mniej jednak, niezależnie od reprezentowanych przez jej najbliższe otoczenia poglądów politycznych i życiowych cieszy się Alma ze zmiany postawy z biernej na aktywną. Docenia bowiem twórczą energię zmiany, która się za nią kryje, której posłanniczką sama się czuje. Z wyrozumiałością i pokorą stara się patrzeć na ludzkie wybory ... Boga, Władzy, Przyjaciół, Drogi, Środków, itd.

Tajna przez poufna korespondecja z biegunem północnym

Wylegując się po śniadaniu na dywanie w salooniku krainy Włóczykijów zastanawiałem się cóż ta Alma tak tram skrzętnie skrobie popijając kawę na kanapie. Gdy poszła do kuchni po repetę podszedłem do komputera i podejrzałem na ekranie poniższą korespondencję:

Kochany Święty Mikołaju,

Dziękuję Ci za prezent, który przyniosłeś mi w ubiegłym roku ... działa bez zarzutu.

Ja również przez cały ubiegły rok bardzo starałam się być szczera i uczciwa wobec Ciebie i wyszło mi to bez większych zarzutów. Wiem kilka razy sprawiłam Ci przykrość i dostarczyłam trochę nerwów, za co raz jeszcze z całego serduszka Cię przepraszam i obiecuję, każdego kolejnego dnia być lepszą sobą niż do tej pory.
Bardzo Cię kocham i siebie samą coraz bardziej.

Drogi Święty Mikołaju, w obliczu tego, że początkiem nowego roku będę spełniać moje marzenie o podróży do Argentyny, proszę przynieś mi przewodnik, poczytam Ci go do poduszki przed wyjazdem, a jak wrócę opowiem Ci moje wrażenia.


załączam całusy.

Dominiczka Podróżniczka

....

Kochana Dominiczko Podróżniczko
 
Niniejszym potwierdzam z bieguna otrzymanie listu. Jeśli chodzi o grzeczność to oceniamy ją do 5 grudnia włącznie, więc wciąż jest czas, żeby narozrabiać. Jeśli chodzi o prezenty to musze sprawdzić w moim elfmagazynie czy znajdzie się tam coś o czym myślisz.  Na pewno nie zostaniesz na lodzie.  W najgorszym wypadku rózga też jest prezentem.

Kochający Nikołaj Nikołajewicz de domo Santa

...

A więc to tak ... idziemy w Andy ... tym bardziej dziękuję Ci Mikołaju i ja za ten górski zestaw dla mnie.

Pepe

Troskliwy głos

W sobotę obudził nas aksamitny, pełen troski głos w słuchawce telefonu przemawiający do Almiego zamiłowania do ciepła. Namawiał ją do wstania z łóżka i założenia na spacer czapki ;)

Po tym jak jakąś godzinę wcześniej Vagabudnów przebudził dźwięk listopadowej ściany deszczu grasującej za oknem krainy, wcale nie było im w głowie wygrzebywać się z czeluści kołdry i sierściuchowych kulanek.


Szwędając się w starych zakamarkach okolicy zdemaskowali naturalnego przebudzacza  i za razem sprawcę chłodu.

piątek, 13 listopada 2015

W tonacji północnej

Piątek 13stego grubo przed 13stą Alma zirytowała się na kolejny (nie pierwszy i nie ostatni) przejaw korporacyjnej spychologii uprawianej z pewną regularnością wobec jej osoby. Nie zamierzając swych emocji tłumić czy kumulować na lepszy moment, nastrój swój ugłośniła celowo nieco go przerysowując i nazywając wkurwieniem. Celem nadrzędnym nie była walka o to, by spychanych na nią czynności nie wykonać z lenistwa czy dla zasady, lecz jasne komunikowanie swej świadomości nadużywania władzy w danej sytuacji i braku zgody wewnętrznej na zarządzanie jej energią skoncentrowaną na powierzone jej zadania niezgodnie z wyznaczonymi priorytetami na jej stanowisku pracy, by się dla zaspokojenia  cudzej odpowiedzialności zawodowej nią posłużyć. Sporo w tym było również świadomego buntu, zwłaszcza, że trzy dni wcześniej ten sam Namaszczony Władzą Absolutną Posłannik drwił w kwestii postawy Almy w okresie osłabienia zespołu wynikającego z nieoczekiwanej nieobecności pracowitej Królowej Pszczół. Na propozycję odznaczenia podstawy Almy medalem, z głębi brzucha Alma zwerbalizowała swój dystans do nawijania na jej uszy makaronu nieudacznej motywacji, stosowanej zbytecznie w przypadku pracującej chętnie pod wodzą Mądrego  Człowieka Almy, oznajmiając, że w jej domu miejsce na ścianach i półkach nie jest przeznaczone na odznaki i medale. Miejsce stosowne na uznanie znajduje się w jej "portfelu".


ufffff...


Dlatego też pod koniec szychty w obliczu braku przekazania jej założeń projektowych zakomunikowała Spychaczowi dość wyraźnie status quo swoich zadań w procesie budżetowania na 2016, wyrażając swą gotowość do nadrobienia czasu poświęconego na realizację cudzych zadań w weekend pod warunkiem, że jest to zasadne i konieczne. Stanęło na tym, że weekend pozostanie jej na wypoczynek i kontakt ze sztuką.

Alma jest zadowolona ze swojej postawy w pracy, zwłaszcza, że jak zauważył Prezes Wszechwiedzący i Ojciec Dyrektor w przeciągu ostatniego półtorej roku ewoluowała z ona z bieguna południowej gotowości do przyjęcia na swoje barki każdego niemalże zadania i nadmiernego poczucia odpowiedzialności za nie na biegun północnej surowej asertywności. Choć z zewnątrz może to wyglądać jak popadanie bez głowy ze skrajności w skrajność w poszukiwaniu trakcji środka, wewnątrz dużo w tym światła i spokoju wewnętrznego oraz gotowości do działania adekwatnie do sytuacji.


Wieczorem podczas 13stej Jesieni Jazzowej w towarzystwie Kobiety Pajęczycy ( i mnóstwa Bielszczan oraz mieszkańców okolicy) dostrojona nastrojowo, a nawet kolorystycznie (za sprawą jakiejś niesamowitej intuicji) do muzyków na scenie Alma upajała się dźwiękami drogi płynącymi z głębi 9 męskich dusz "wychowanych" w różnych częściach starego kontynentu. Alma widziała i czuła jak wrażliwość wypływa z ich stóp i płynnie podąża ku górze i jak pięknie faluje poprzez ich ciała, aż finalnie płynące z trąbki, skrzypek, gitar, fortepianu, saksofonu, wiolonczeli oraz instrumentów perkusyjnych barwy fonów spływając na uszy i serca słuchaczy. Sama niczym saksofonista lub trębacz podczas koncertu oddychała całą przeponą.




Po koncercie, by nie odfrunąć z porywem północnego wiatru Alma i Kobieta Pająk uziemiły się nieco włoskimi sałatkami ... następnie podążyły w noc... każda we właściwym sobie kierunku.

Na moje kłapouszki, wielkie serducho i psią wrażliwość powyższa podróż muzyczna wpływa od powrotu z porannego spaceru :) Drgają nawet delikatnie mięsnie pod wpływem tego brzmienia.

Pepe